poniedziałek, 27 kwietnia 2015

BIEG 12 H RUDA ŚLĄSKA

Po raz trzeci przyszedł czas na podsumowanie 12 godzinnego zmagania w Rudzie Ślaskiej. Tym razem ten bieg był inny, wyjątkowy, za sprawą akcji TORT URODZINOWY DLA GOSI , której elementem był start na Śląsku.. Dla tych, którzy jeszcze nie słyszeli o akcji, przybliżę odrobinę swoje plany startowe, które będę realizował w 2015 roku. Tort Urodzinowy dla Gosi jest to cykl biegów w których zamierzam wziąć udział i jednocześnie zbierać środki na rehabilitację oraz leczenie mojej niepełnosprawnej siostrzenicy Gosi. U Gosi stwierdzono dziecięce porażenie mózgowe gdy miała 10 miesięcy. Choruje na padaczkę, astmę oskrzelową, i ma problemy okulistyczne (uszkodzenie nerwu wzrokowego w prawym oku ).Większość z tych imprez biegowych są to ultramaratony organizowane na terenie kraju, w trakcie których zamierzam informować zawodników o niniejszej akcji, licząc na wsparcie zarówno w biegu jak i w sprawie wpłat na podane konto. We wrześniu chciałbym przebyć trasę mierzącą ok. 800 kilometrów z Morskiego Oka na Hel. Bieg ten będzie tzw" wisienką na torcie" i symbolizował będzie zakończenie akcji.


Pierwszym startem rozpoczynającym wyżej wspomniany cykl, był właśnie XVII Międzynarodowy Rudzki Ultramaraton. Przygotowania do tego startu podjąłem już w grudniu, kiedy to zacząłem się rozpędzać z kilometrażem na treningach. Wiedziałem, że muszę być przygotowany na 200%, by siły rozłożyć równomiernie na wszystkie starty, które będą się ciągnęły do września. Głównym założeniem tego weekendu, było przeprowadzenie bardzo dobrego wybiegania, długotrwałego wysiłku. Widełki, które sobie założyłem były bardzo elastyczne, dlatego do tego startu podszedłem bez większego stresu, ale z należytym jak zwykle szacunkiem i pokorą. Dolna granica przewidywała 80 km, które były potrzebne do sklasyfikowania, a górna granica wykraczała poza 113 km, czyli wynik z zeszłego roku.


Bieg rozpocząłem w tempie szybkim by wykorzystać jak najwięcej chłodu, którego i tak było niewiele od wczesnych godzin porannych. Wiedziałem, że gdy wyjdzie słońce, niewiele będzie można wykrzesać z siebie biegając po odkrytym terenie. Starałem się pić na każdym okrążeniu, gdyż ilość wylewanego potu byłą zatrważająco ogromna. Przez pewien czas udało mi się podczepić do Adama, reprezentującego VEGE RUNNERS, z którym kilometry uciekały bardzo szybko . Miałem wrażenie, że nzasze rozmowy przypominają pogawędki starych znajomych. 



Już prawie tradycją się staje moje bieganie bez koszulki, dlatego i tym razem nie przyłożyłem się zbytnio do górnej warstwy odzienia.


Adam po jakiś czasie pozostał odrobinę z tyłu z racji problemów, żołądkowych a ja za sprawą wrzuconej playlisty, której głównym zadaniem było nakręcenie mnie na kilometry, pognałem dalej. Upał dawał się we znaki, starałem się ratować słonymi orzeszkami, elektrolitami w kapsułkach by nie dopuścić do totalnego wyjałowienia organizmu. Dbałem też o to by regularnie schładzać organizm lodowatą wodą, którą zapewnił organizator.


Godziny uciekały, a wraz z nimi powinno mi ubywać sił, działo się jednak inaczej. Może za sprawą tego, że co jakiś czas zwalniałem by zamienić kilka słów z zawodnikami na trasie ( dzięki Ewelina ), a gdy pozostawałem sam na sam z muzyką, kręciłem spokojne, mechaniczne kilometry. 


Cóż można napisać o biegu 12 godzinnym, opisując upływający czas ??? Biegłem, piłem, jadłem....Ha ! ale czym się zajdałem??? Przed samym wyjazdem nabyłem w moim ulubionym dyskoncie spożywczym batony tak naturalne, że bardziej naturalne są tylko owoce u wujka Staszka w ogrodzie. Za każdym razem gdy na punkcie zjadałem batona, przez kilka kolejnych okrążeń czułem jak mnie rozsadza energia. Skład batonów nie jest skomplikowany, więc podejrzewam, że niebawem sam przyrządzę takie smakołyki.


Zbliżały się ostatnie dwie godziny biegu, wiedziałem już, że wywalczyłem sobie 3 pozycję w kategorii wiekowej, lecz z racji zapasu sił postanowiłem powalczyć też o wynik. Chciałem choć o kilka metrów poprawić rezultat z 2014 roku, który wynosił 113 km 146 metrów. Za radą Tomka Kulińskiego, który pojawił się na trasie zacząłem przyspieszać na okrążeniach, wyprzedzając niektórych biegaczy, którzy przechodzili do marszu. Nauczony doświadczeniem, wiedziałem że w dwóch ostatnich godzinach zaczyna się robić chłodniej i organizm choć zmęczony, przeżywa drugi start - reaktywację. 



Na chwilę przed upływem dwunastej godziny biegu, byłem pewny już swego rezultatu, który jak się później okazało, wyniósł 114 km i 692 metry. Pomimo tego, że miałem już w kieszeni swoje prywatne zwycięstwo, gdy usłyszałem, że pozostało 30 sekund do końca, gnałem jak szalony by jeszcze skubnąć kilka metrów. Gdy po usłyszeniu gwizdka, zatrzymałem się, wiedziałem że był to udany bieg i rozegrałem go zgodnie z planem.



 Na zakończeniu biegu nie mogło zabraknąć, głównej bohaterki całego zamieszania biegowego, która postanowiła podjechać do mnie by mi przybić piątkę. To właśnie dla niej był dedykowany ten bieg i wszystkie kolejne, których zamierzam się podjąć,


Po imprezie standardowo, jak każdego roku w Rudzie Śląskiej, świetnie zorganizowana impreza biesiadna oraz uroczyste wręczenie nagród, pucharów oraz medali. August Jakubik jak zwykle stanął na wysokości zadania i nie przeszkadza mi fakt, że jako człowiek będący na diecie wegańskiej nie mam posiłku po biegu, a w nagrodę dostaję reklamówkę wędlin. Wszystkie te fakty, łączą się w spójną całość, która tworzy bardzo miłe wspomnienia i historię. Bieg 12 godzinnego podejmę się na pewno w przyszłym roku, a teraz przyszedł czas, by przygotować się do ULTRA CROSS GWINT 110 KM. Dystans nie jest mi obcy, w przeciwieństwie do terenu, którego bardxzo mało jest w trakcie moich długich wybiegań. Jak to mawiają na mieście, kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana, tak więc postaram się zawalczyć o bąbelki w butelce dla mnie i Gosi :) Pozdrawiam ! Przemek









2 komentarze:

  1. gratulacje Przemek, jesteś pozytywnie zakręcony. Dla mnie dystans raczej samochodowy:))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Olu :) Wszystko jest kwestią czasu i treningu :)

      Usuń