niedziela, 22 lutego 2015

ŚLIWICE 60K

Z racji tego, że bieganie należy raczej do sportów, których powodzenie nie jest uwarunkowane warunkami pogodowymi, można terminami wybiegań lawirować pomiędzy dniami, tygodniami i miesiącami. Tak jak wspominałem przy okazji opisywania wycieczki z Torunia do Grudziądza, w planach od dawna było wybieganie po Wdeckim Parku Krajobrazowym, które nie odbyło się z przyczyn ogólnie niezależnych od biegaczy. W ten weekend sprawy zostały tak szeroko zakrojone, że nic nam nie mogło zepsuć naszego założenia. O godzinie 6:00 rano ruszyliśmy w podróż pociągiem, w składzie Marcin x 2, Jacek i moja skromna osoba. Jak to bywa na wycieczka szkolnych, od czego zaczyna się wycieczka, od razu po wejściu do pociągu? Od zjedzenia kanapek ! Tak było w czasach szkolnych i tak jest teraz. Ot takie małe zboczenie kulinarne. 




Do punktu zrzutu , lub też do miejsca startu dotarliśmy około godziny 7:24. Śliwice przywitały nas mroźnym porankiem, ale nadzieję na piękną pogodę dawało przedzierające się przez drzewa słońce.



Po wszystkich zabiegach koordynacyjno - logistycznych udaliśmy się w naszą podróż po bezdrożach i leśnych ostępach. Jak zwykle, nie wiedzieliśmy co nas może spotkać na trasie i jakie przyjdzie nam oglądać widoki. W trakcie mojej ostatniej podróży nie widziałem zbyt wiele, ponieważ mocno wiejący wiatr, skutecznie zamykał mi oczy, a krajobraz był porównywalny z tym, który możemy oglądać na Antarktydzie. W  tym wypadku było inaczej, piękniej i przede wszystkim cieplej. Dokoła las,zapach drzew i niesamowity, cudny wręcz krajobraz  ładujący baterie na kolejne kilometry. 



Po około 20 kilometrach w okolicy Starej Rzeki przyszło nam opuścić las, z racji tego że w miejscowości Osie byliśmy umówieni z naszym kolejnym towarzyszem podróży Wojtkiem, który zdecydował się z nami przebiec nieco krótszy dystans. Po krótkiej wymianie zdań, uzupełnieniu płynów ruszyliśmy w dalszą drogę , ponownie kierując się do lasu, gdzie nasze nogi mogły swobodnie odpoczywać od twardego asfaltu. jeszcze niespełna rok temu, gdy słyszałem LAS? 



Dostawałem białej gorączki, konwulsji, torsji i cholera wie czego jeszcze. Uciekałem ze ścieżek leśnych jak od ognia i przyznam szczerze, że robiłem to chyba z lenistwa, gdyż troszkę bardziej się trzeba zmęczyć biegnąc w lesie. W tym roku postawiłem, na procentujące w późniejszym czasie zmęczenie ( Stasiu dziękuję to Ty jesteś ojcem chrzestnym tego wniosku ).

Jak zwykle w trakcie takich wycieczek, kilometry uciekają tak szybko jak dzieciaki z sadu wiśniowego, gdy na horyzoncie pojawiał się stróż z psem. Nagle znaleźliśmy się w znajomym dla nas terenie, czyli na trasie półmaratonu Grudziądz - Rulewo. Na dobrą sprawę byliśmy już prawie w domu, lecz to zapach znajomego powietrza nie zwiastuje rychłego ogrzania przy ciepłej herbacie. Do pokonania zostało jeszcze grubo ponad 15 kilometrów, które wcale już nie były takie przyjemne. Wśród nas biegło dwóch debiutantów: Jacek, który po raz pierwszy wczoraj przebiegł swój dystans ultra oraz Wojtek, który po okresie abstynencji biegowej przebiegł swój rekordowy dystans 37 kilometrów. Gratulację chłopaki, chapeau bas ! :)


Wszystko co piękne szybko się kończy i przekraczając most w Grudziądzu, zakończyliśmy naszą kolejną wycieczkę krajoznawczo - turystyczną. Wnioski, spostrzeżenia, uwagi ? Z każdą wycieczką jestem głodny wrażeń, chcę biegać w każdą stronę poznając okolice, które rzec by można są tuż za rogiem. W życiu bym nie zobaczył tylu pięknych miejsc i nie poznałbym tylu ludzi, gdyby nie wycieczki biegowe, spontaniczne "treningi" w poszukiwaniu wrażeń. Teraz czekają mnie kolejne dwa tygodnie napięcia przedwycieczkowego, gdyż kolejny wypad mam już w głowie. Od strony wschodniej jeszcze nie wbiegałem do Grudziądza :)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz