piątek, 26 lutego 2016

JAK TO JEST ZROBIONE ???


 Niektórym osobom wydaje się, że 100 % czasu poświęcam na gotowanie, bieganie i zaspokajanie swoich pasji. Niestety życie blogującego, pracującego faceta nie jest takie kryształowe i jeśli ktoś z Was, kiedyś zdecyduje się na pisanie bloga, niech liczy się z notorycznym brakiem czasu. Wydawać by się mogło, że to sama przyjemność i fajerwerki z nią związane, ale tak się składa że rzeczywistość przedstawia całkiem inny scenariusz. Choć pisanie postów, fotografowanie i gotowanie zajmuje mi sporo mojego, mocno okrojonego czasu, za nic w świecie nie zamieniłbym swojego scenariusza życiowego, na żaden inny. W dzisiejszym poście postaram się choć w małym skrócie jak wyglądają u mnie niektóre sprawy i z czym muszę się zmagać w przeciągu dnia, tygodnia lub miesiąca.





W pierwszym punkcie chciałbym zaznaczyć, że nie mam całych dni wolnych i nie rozmyślam czym uraczyć czytelników swojego bloga. Dzień zazwyczaj rozpoczynam o godzinie 5:00 ( czasem gdy wymyślę, poranne bieganie wstaję o 3:00 ) i po porannych rytuałach wybieram się do pracy oddalonej 70 km od miejsca zamieszkania. Dojazdy kradną mi z doby średnio około 3 godzin, ale nie jest tak źle jakby się mogło wydawać. W takich sytuacjach staram się dostrzegać pozytywy i wykorzystuję podróż na obmyślanie posiłków, tak by po wejściu do zabrać się do działania. Osoby, które bacznie obserwują zdjęcia spływające na facebooka, mogą zauważyć, że czasem biegam 2 razy dziennie. Otóż, zdarza mi się czasem zostać na noc w Malborku, gdzie pracuję i wtedy dobiegam do pracy na "skróty" średnio 10-15 km i wracam z niej ok. 15-20 km. Najlepsza metoda by przyzwyczaić organizm do długotrwałego wysiłku.


Wspomniałem już o tym jak się przemieszczam do pracy, więc przyszedł czas na to by wspomnieć o tym co się dzieje, gdy już się znajdę w domu. W tym przypadku są dwie opcje. Pierwsza to taka, kiedy jeszcze na schodach rozpoczynam zrzucanie ciuchów "cywilnych" by po wejściu do domu wskoczyć w sportowy skafander, druga opcja to taka gdzie najpierw zabieram się za gotowanie, a zaraz po nim wyskakuję na dzielnie i nabijam swoje ukochane kilometry.


Tak jak lubię biegać wolno i długo, tak gotowanie zazwyczaj odbywa się w formie sprinterskiego wyścigu. Zawsze czas goni, albo trzeba przygotować dwa dania, bo następnego dnia nie będę miał czasu. Niekiedy bywa tak, że mieszam jednocześnie w 3 garnkach a głowa już jest przy kolejnym daniu. Ciężko jest to wszystko ogarnąć, gdy ciało nie nadąża za myślami i pomysłami. Często w takich chwilach zwracam się o pomoc do Madzi, która jest dla mnie ogromnym wsparciem i nie ukrywam, że czasem bardzo mi pomaga. Bez niej nie byłbym w miejscu, w którym obecnie się znajduję. Fakt, że staram się wrzucać bardzo często coś na bloga, powoduje dużo sytuacji stresogennych. Czasem by się chciało zjeść coś ponownie, coś co bardzo smakowało, ale Nie !!! To już było !!! Muszę przygotować coś nowego !!! Słyszę wtedy: Gotujesz dla nas czy na potrzeby bloga ??? Oczywiście nie są to spięcia na noże, ale zgadzam się czasem przesadzam z tym pędem, który potrafi spalić podeszwę nawet najtwardszego obuwia.


Największa zmora gdy przychodzi mi gotować coś, gdzie muszę trzymać się ściśle, z góry określonej receptury i proporcji. No choćbym na rzęsach stanął, nic z tego nie wyjdzie, a jeśli spier.... się coś nad czym pracowałem kilka godzin, bez noża nie podchodź. W domu atmosfera robi się tak gęsta, że gdyby rzucić siekierą, zaczęłaby lewitować. Staram się nad tym panować, ale chyba każdy by się wkur... gdyby godziny jego pracy wylądowały w koszu, bo zachciało się pichcenia według staropolskich receptur.


Zdjęcia, zdjęcia i jeszcze raz zdjęcia. W związku z tym, że w okresie zimowym światło mam dostępne tylko w weekendy, staram się dużo gotować. Jak tu jednak to pogodzić z wybieganiami rzędu 50-80 km? Jak żyć ??? Nie mam też czasu, żeby biegać z aparatem i pstrykać fotki na ładnych podłożach. Znacie już pewnie każdy mój obrus, a blat w kuchni i deska do krojenia są tak znajome, że z daleka rozpoznajecie moje zdjęcia. Zdjęcia jedzenia robię telefonem komórkowym i zdarza mi się je czasem obrabiać pomiędzy wciskaniem koszulki termicznej, a zawiązywaniem butów. Wysyłam je od razu na maila, gdyż w natłoku kilkudziesięciu tysięcy zdjęć w telefonie, po kilku godzinach poszukiwania jednej fotki czuje się tam jak w Mordorze. Jakoś nie mam czasu, żeby zrobić selekcję, a po drugie mam typowo polskie podejście "Nie wyrzucę, może się jeszcze przyda".


O której zatem kładę się spać, skoro tak bardzo jest wypełniony jest mój czas ??? Staram się kłaść jak najwcześniej do łóżka. Zdarza mi się, że o godzinie 22:00 jestem już w łożku i chciałoby się powiedzieć....powoli zasypiam, ale skłamałbym. Moje przechodzenie w fazę snu odbywa się w zawrotnym tempie. Zanim głowa opadnie na poduszkę, moje powieki są już sklejone jakby ktoś je zaspawał lub dobrze klejem wysmarował, a druga tajemnica wysypiania jest taka, że szybko śpię ( hah ).



Zapewne zapomniałem o wielu innych sprawach które składają się na móje zabiegane życie.................dlatego w miejsce kropek wstawcie pytanie i w komentarzach zadajcie pytanie, które Was nurtuje, co chcielibyście wiedzieć lub rozgryźć. Bardzo chętnie odpowiem na każde pytanie!!!   Teraz zmykam wciągnąć ostatni kęs makaronu, gdyż za parę godzin startuję w biegu dookoła Zielonej Góry...na mieście gadają, że trzeba się wyspać. Dobranoc !!!



P.S. Dziękuję za wszystkie głosy, smsy, 10 tys lajków na fejsie i pozytywną energię, której mi dostarczacie. To dzięki Wam i dla Was cały czas się nakręcam i staram się rozwijać !!!

5 komentarzy:

  1. Przemo!!!!! Kolejnych tysięcy wielbicieli!!! Gratulejszyn!!!! <3 :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Przemo!!!!! Kolejnych tysięcy wielbicieli!!! Gratulejszyn!!!! <3 :*

    OdpowiedzUsuń
  3. To przez Twój poranny śmiech i codzienną dawkę pozytywnej energii właśnie idę " polatać" 😉👍🏼 a w dużej części - również dzięki Tobie - z diety eliminuje wszystko,co od zwierząt... Zostały jeszcze jajka i trochę mleka w kawie, ale popracuje i nad tym. Dzięki 👍🏼

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja jem mięcho i jesteś pierwszym weganinem, który zaciekawił mnie posiłkami i bieganiem w takim stopniu. Mega pozytywna energia. Z chęcią będę próbował Twoich przepisów (szczególnie na łakocie). Szacunek i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to wlasnie chodzi w tym całym bałaganie by pokazywać, że można pysznie i bez mięsa ;) Nie stosuje nachalnej polityki weganizowania, bo to przynosi wręcz odwrotny skutek :) Bardzo mi miło, że udało mi się Ciebie zainteresować :) Zycze smacznego i pozdrawiam :)

      Usuń