piątek, 9 grudnia 2016

"JAJA NA BOCZKU"

Chciałbym powiedzieć, że pada. Jednak intensywność, z jaką spływała woda z nieba, przypominała strumień wody, wylewanej z miski. Poruszałem się ulicami miasta, które nie do końca znałem, a ściana deszczu wymieszana z krążącym wokół syfem, skutecznie uniemożliwiała odnalezienie się w nowej sytuacji. Brodziłem w tym bagnie przez cały wieczór szukając otwartego lokalu, by się trochę osuszyć i coś zjeść. Poza solidnym wychłodzeniem, odczuwałem niemiłosiernie świdrujący me wnętrze głód. Na końcu ulicy dojrzałem małe migoczące światełko. Blask był tak słaby, że w normalnych okolicznościach pomyślałbym, że to odpalony znicz, który broni się przed atakującymi go kroplami deszczu. Postanowiłem to sprawdzić. Po kilku sekundach stanąłem przed drzwiami, które wyglądały, jak wejście do stodoły. Nie miałem jednak wyjścia, byłem już na skraju wyczerpania. Wszedłem do środka. Lokal był prawie pusty, a za barem stał leniwie na mnie spoglądający koleś z fryzurą przypominającą brokuła. Skinieniem głowy go przywitałem i po szybkim przeglądzie menu, zamówiłem jedyne danie z karty. Jaja na boczku. Byłem tak głodny i wyczerpany, że było mi wszystko jedno. Wyrzuty sumienia odstawiłem na bok i jedząc postanowiłem wyobrażać sobie, że jem przepyszne kamienie, owinięte w liście szpinaku. Wziąłem pierwszy kęs, zamknąłem oczy i przeżuwając zacząłem analizować to co poddałem obróbce. Coś mi nie pasowało. Choć pomiędzy zębami radośnie chrupał boczek i czułem zapach jajeczny, wiedziałem, że coś nie gra. Już chciałem wstać i spytać barmana, o co w tym chodzi, ale nagle zmienił się krajobraz. Byłem u siebie w mieszkaniu i jadłem tofucznicę z boczniakami. Czy to już pora, by się wybrać do lekarza?




BOCZNIAKI:
  • 100 g boczniaków,
  • 2 łyżki oleju rzepakowego,
  • sól,
  • pieprz,
  • 1 łyżeczka papryki wędzonej,
  • szczypta czosnku,
  • szczypta papryki ostrej,
  1. Boczniaki oczyszczamy, kroimy wzdłuż blaszek i kładziemy na rozgrzany olej. Przyprawiamy. Nie przewracamy, nie mieszamy, zostawiamy w jednej pozycji, tak by się zarumieniły. Gdy będą złociste, przewracamy na drugą stronę.
  2. Po ściągnięciu z patelni, odkładamy na ręcznik  papierowy, by pozbyć się nadmiaru tłuszczu.



TOFUCZNICA:
  • 1 kostka tofu naturalnego POLSOJA,
  • 1 cebula, 
  • 1 pomidor,
  • łyżka oleju sojowego,
  • 1/4 szklanki mleka,
  • szczypta soli kala namak,
  • pieprz,
  • szczypiorek,
  • szczypta płatków drożdżowych 
  • odrobina oleju kokosowego.

  1. Podsmażamy pokrojoną w kostkę cebulę.
  2. Dorzucamy drobno pokruszone tofu ( polecam rozdrabnianie widelcem ) i sos sojowy
  3. Następnie kroimy pomidory i wrzucamy do smażącego się już tofu oraz dodajemy sól, pieprz oraz płatki drożdżowe.
  4. Dolewamy mleko i dusimy przez chwilę.
  5. Przed ściągnięciem dodajemy chrupiące boczniaki i delikatnie mieszamy. Posypujemy szczypiorkiem. 

Klasyk zweganizowany. Dzień dobry i smacznego :) 

czwartek, 8 grudnia 2016

KREM Z PIECZONEGO BATATA I AWOKADO

Poranek rozpocząłem od mocnej kawy i burzy myśli, które składały się w jedno pytanie: Co na śniadanie ? Gdy pomyślałem o kanapce, smutek zalał mą twarz. W ustach czułem już jak rośnie mi wczorajsze pieczywo, co doprowadza mnie do szewskiej pasji. Zerkałem na kosz pełen owoców i nawet przez chwile miałem ochotę na koktajl pełen witamin. Pomyślałem-Ok, jestem skłonny zmiażdżyć w blenderze na szybko kilka pomarańczy i banany, ale co dalej ? Przede mną rozpościerał się cały dzień ostrej orki, więc koniecznie potrzebowałem czegoś mocniejszego. Zerknąłem do lodówki i od razu na pierwszym planie dostrzegłem pieczonego batata, który pozostał z wczorajszego obiadu. W tym momencie zaskoczyłem jak Trabant na 2 biegu i sięgnąłem do nierozpakowanej reklamówki z wczorajszymi zakupami. Nie patrzyłem w jej wnętrze. Palcami odszukałem znajomy kształt miękkiego awokado. Z takim zestawem, pomysły ruszyły lawinowo, jak tłum w trakcie sklepowych promocji. Kreatywnie galopując, czułem się cudownie uzdrowiony jak Pani Stefania-emerytka, która odrzuca kule biegnąc do sklepowej półki, by nabyć produkt o 2 grosze tańszy. Poranek rozpocząłem aktywnie. Z uśmiechem, kremem czekoladowym, naleśnikami i kubkiem mocnej kawy.


  • 1 batat,
  • dojrzałe awokado,
  • 1 łyżka kakao,
  • sok z połowy pomarańczy,
  • sok z połowy cytryny,
  • garść orzechów włoskich,
  • 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego,
  • 1 łyżka przyprawy do piernika,
  • 2 łyżki syropu daktylowego.

  1. Awokado kroimy na pół, wyciągamy pestkę i wkładamy do piekarnika, rozgrzanego do 180 stopni, wraz z przekrojonym batatem. Przed włożeniem do piekarnika, awokado smarujemy mieszanką olejem i cytryną. Batata pieczemy przez około 30 minut, awokado wyciągamy gdy wierzch zacznie się rumienić.
  2. Batata i awokado miksujemy z pozostałymi składnikami.
Krem podajemy z klasycznymi naleśnikami, malinami i orzechami.


Śniadanie Mistrzów - i wszystko jasne. Dzień dobry Państwu. Smacznego :) 


środa, 7 grudnia 2016

KANAPKA W CIEŚCIE

Błagalnym wzrokiem zerka w moją stronę, próbując wzbudzić zainteresowanie. Choć nie jest mi obojętna, omijam ją szerokim łukiem, nie przyznając się do niej. Jeszcze wczoraj rzuciłbym się na nią lubieżnie, a dziś uciekam przed jej wzrokiem jak tchórz. Nie wygląda już tak pociągająco, jak kilka dni temu i wręcz odstręcza swym szorstkim obliczem, które wprowadza niesmaczny nastrój w kuchni. Sytuacja staje się nie do zniesienia. Doszło nawet do tego, że zacząłem omijać kuchnię, by uniknąć spotkania z nią. Nie wytrzymuję. Cały czas gdzieś z tyłu głowy mam nasze wspólnie spędzone chwile, przepełnione rozkosznymi westchnieniami. W ustach cały czas czuję jej smak, a palce pamiętają jej jedwabistą miękkość. Nie mogę dłużej ciągnąć tej farsy. Postanawiam wymalować uśmiech, na czerstwej kromce żytnego chleba.

niedziela, 4 grudnia 2016

PAPRYKOWE KOSZYKI Z BIGOSEM

Jak każdego roku, na kilka tygodni przed Świętami Bożego Narodzenia, robię generalną próbę wykonania bigosu. Choć receptura niewiele się zmienia, za każdym razem próbuję lekko modyfikować przepis sprzed kilku lat, zmieniając proporcję i poszczególne składniki. Podstawą wykonania dobrego bigosu jest jak zwykle czas i serce włożone w gotowanie. Nie ma opcji, by przyrządzić dobry kapuściany miks, jeśli nie mamy ochoty na długotrwały postój przy garach. Plusem tego dania jest to, że po ich przygotowaniu, wrzucamy wszystko do gara i co jakiś czas mieszamy, doglądamy i nieustannie przyprawiamy. Z tym ostatnim muszę uważać, bo zdarza mi się popłynąć z ostrością potrawy. Bigos, zwany także przeglądem tygodnia, choćby podany był na kartonowym świstku, zawsze będzie smakował. Na talerzu jego prostota przybierać będzie na wykwintności, a w stylowym półmisku będzie wyglądał jak milion dolarów. Nie żebym nie miał na czym podać, ale postanowiłem wcisnąć swoje danie w ciasto. Byłem ciekawy smaku paprykowego ciasta i przepełnionego wędzonym smakiem farszu. 


CIASTO (3 porcje):

  • 1/2 szklanki mąki pszennej,
  • 1/2 szklanki mąki krupczatki,
  • 1/4 szklanki oleju z pestek winogron,
  • szczypta soli,
  • 1 łyżka czerwonej papryki słodkiej,
  • szczypta chilli
  • 1/2 łyżeczki papryki wędzonej,
  • 1/2 łyżeczki cukru trzcinowego,
  • 4 łyżki wody.
  1. Mąki mieszamy z przyprawami.
  2. Dodajemy wodę, oraz olej. 
  3. Ugniatamy ciasto, po czym wykładamy je do kokilek, wyłożonych papierem do pieczenia i rozkładamy na dnie i ściankach. Zostawiamy odrobinę na wierzch. 
  4. Do środka wkładamy bigos, posypujemy resztą ciasta i zapiekamy przez około 35-40 minut w temperaturze 180 stopni. 

Choć do świąt pozostało jeszcze trochę czasu, przypominam jak dla mnie podstawowy przepis na bigos. Jeśli ktoś nie preferuje kotletów sojowych, oczywiście może je pominąć. Osobiście uważam, że to świetny dodatek.
  • 2 kg kapusty kiszonej,
  • 2 kg białej kapusty ( 1 mała główka ),
  • 2 małe cukinie,
  • 4 cebule,
  • 5 łyżek konfitury śliwkowej,
  • 4 łyżki koncentratu pomidorowego
  • 6 śliwek wędzonych,
  • 4 solidne garście grzybów suszonych,
  • 7 łyżek sosu sojowego,
  • 4 ząbki czosnku,
  • olej rzepakowy,
  • 15 ziaren kolorowego pieprzu,
  • 8 ziaren ziela angielskiego,
  • 8 liści laurowych,
  • 6 goździków,
  • pieprz, sól,
  • 8 owoców jałowca,
  • szczypta kminku,
  • 1 łyżka papryki wędzonej,
  • 100 g kotletów sojowych,
  • 2 łyżki sosu sojowego ( do kotletów)
  • sól ( do kotletów ),
  • pieprz, ziele angielskie, liść laurowy ( do kotletów ).
  1. Przygotowywanie rozpoczynamy od namoczenia grzybów kilka godzin wcześniej.
  2. Cebulę kroimy drobno i wrzucamy na olej, która rozgrzewa się w dużym garnku.
  3. Kiszoną kapustę płuczemy, kroimy i dorzucamy do zeszklonej cebuli wraz ze wszystkimi przyprawami. Całość zalewamy 1 litrem wody i gotujemy przez godzinę.
  4. W międzyczasie szatkujemy kapustę, kroimy grzyby oraz podsmażamy drobno pokrojoną w kostkę cukinię wraz czosnkiem.
  5. Kotlety gotujemy zgodnie z instrukcją na opakowaniu z dodatkiem sosu sojowego, po czym delikatnie je podsmażamy.
  6. Do gara dodajemy kapustę,cukinię z czosnkiem, śliwki,drobno posiekane kotlety sojowe, grzyby i wszystko zalewamy wodą w której moczyły się grzyby oraz w razie potrzeby 1/2 szklanki wody. ( wodę trzymałem cały czas w pogotowiu by podlewać bigos, który jak wiadomo lubi się przypalać ).
  7. Po godzinie dodałem, konfiturę oraz koncentrat i gotowałem jeszcze, przez około 2 godziny.

Dobry bigos nie potrzebuje promocji, tak więc...miłego dnia życzę, oraz smacznego ;)

czwartek, 1 grudnia 2016

CYTRYNOWE CIASTO Z POMIDORAMI

W związku z nawałem pracy przy komputerze, nie miałem zamiaru zaglądać w dniu wczorajszym do kuchni. Chciałem przy filiżance kawy poukładać kilka przepisów i obrobić zalegające na pulpicie zdjęcia. Miałem zamiar wciągać uszami ryczącą bezdźwięczną ciszę. Niestety nikt z szafy nie zechciał mi podać kawy i chcąc nie chcąc, musiałem zajrzeć do Świątyni Pokus (czyt. kuchnia). Starałem się nie wykonywać żadnych gwałtownych ruchów, by nie wzbudzić zainteresowania zalegających w koszyku warzyw. Z racji nienaoliwionych zawiasów, największą misją było otwarcie szafki, gdzie zalegała puszka z czarnym ziarnem. Chwyciłem za uchwyt i milimetr po milimetrze, zacząłem przyciągać drzwi w swoją stronę. Moje ruchy były wypełnione perfekcją, a koło nosa zaczął już lawirować zapach sukcesu. Co prawda nie zwisałem na żadnej linie, ale czułem się jak Tom Cruise w Mission Impossible. Oczami wyobraźni widziałem już, jak zakładam laur na głowę i żółtą koszulkę lidera. Na twarzy miałem wryty 100 procentowy sukces. Z moje pięknego snu, obudziło mnie wylatujące z szafki opakowanie kawy, dla którego jedynym oparciem były otwierane przeze mnie drzwi. Huknęło, gruchnęło i u moich stóp rozwinął się ciemnobrązowy dywan. Zanim pomyślałem, że będę musiał za chwilę ogarnąć ten syf, kątem oka widziałem czerwone poruszenie w koszyku. No i zachciało Ci się Dziadu kawy - pomyślałem, widząc jak naciera na mnie cała horda szczerzących się pomidorów. Prace komputerowe musiałem przełożyć na później, ale nie ukrywam słodko spędziłem czas. 

CIASTKA Z KASZĄ JAGLANĄ

Choć muzyka jeszcze głośno grała, towarzystwo imprezowe powoli zaczęło się wykruszać. Kuchnia, która przed chwilą była wypełniona energią i pozytywnymi emocjami, nagle jakby umarła. Stałem w centralnym punkcie i rozbieganym wzrokiem starałem się ogarnąć krajobraz, mocno odbiegający od perfekcyjnego. Na kanapie, pomiędzy pomidorami i bakłażanem, leżała ostro zaprawiona cebula. Nie wiem, czy ktoś jej naubliżał, czy wypity alkohol szukał drogi ujścia, ale zalana była morzem łez i przyznam szczerze, nie wyglądało to dobrze. Kątem oka, przy drzwiach wyjściowych, widziałem dwa rozbawione ogórki, które nie zwracając uwagi na otoczenie, opowiadały sobie sprośne historie, pokładając się przy tym ze śmiechu. Dynia, która przed imprezą, wykrzykiwała że będzie bawić się do białego rana, teraz leżała niewzruszona. Podejrzewam, że nawet nie poderwała się do tańca, bo cały czas tkwiła w miejscu, z którego wygłaszała przemowy. Zacząłem powoli ogarniać ten armagedon i przebijając się przez sterty śmieci i resztek jedzenia na podłodze, dotarłem do stołu. Myślałem, że już nic nie zostało. Byłem przekonany, że cały asortyment spożywczo - wyskokowy rozszedł się jak dresy, wykonane z kiepskiego materiału. Jakież było moje zdziwienie, kiedy w jednym z garnków, dostrzegłem małe złociste ziarenka. Wiedziałem, że dla mnie impreza się jeszcze nie skończyła i w jednej chwili, myśl o oddaniu się w ramiona Morfeusza, prysnęła. Musiałem zaopiekować się resztką towaru. W imprezowym amoku, zacząłem obrabiać resztę kaszy jaglanej.

wtorek, 29 listopada 2016

CIASTO BANANOWE Z MAKIEM

No i stało się. Choć powinniśmy jeszcze tkwić,  w jesiennym klimacie, zima postanowiła zawitać do nas troszkę wcześniej. Jak zwykle, w takich przypadkach, drogowcy postanowili utrzymać element zaskoczenia i pozostawili kierowców na pastwę losu, lub lodu, jak kto woli. Podróż, która zazwyczaj trwa, nieco ponad godzinę, tym razem wydłużyła się do 3 godzin. Zsuwające się z górki samochody, ciężarówki w rowach, biegający przez środek ronda kierowcy. Na brak emocjonalnych uniesień, nie można było narzekać. Sytuacja była napięta, jak zapomniany balon, podłączony pod kompresor. 
W każdej sytuacji, staram się jednak odnaleźć coś pozytywnego, próbując jednocześnie wyszarpywać plusy lawirujące w powietrzu. Wiedziałem, że nie mogę, cały czas obserwować tego chaosu, więc oczami wyobraźni powędrowałem do kuchni. Stanąłem przy wyspie i mój wzrok zastygł, na dziwnie wygiętym owocu. Nie wyglądał zbyt dobrze. Na jego skórze, można było dostrzec ciemne obrazy, które naniesione pędzlem czasu, tworzyły niezły malarski bałagan. Wiedziałem, że jego godziny, albo też minuty są policzone, dlatego moja uwaga, skupiła się tylko na nim. Z prędkością światła, zacząłem się przemieszczać, pomiędzy pomysłami. Szukałem najszybszego i najprostszego rozwiązania. Nagle świat zawirował, a ja uderzyłem głową w boczną szybę. Samochód wpadł w poślizg. Myślałem, że ten wstrząs zresetuje, dotychczas poukładane myśli, ale wszystko było w najlepszym porządku. Jechałem dalej, a wraz ze mną wizja dojrzałego banana, który swe wygięcie przełożył na mój uśmiech. 


  • 3 dojrzałe banany,
  • 1 szklanka mąki pszennej,
  • 1 szklanka mąki owsianej,
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia,
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej,
  • 1/2 szklanki orzechów włoskich,
  • sok z połowy cytryny,
  • 1 łyżeczka cynamonu,
  • 1 kopiasta łyżka maku,
  • szczypta soli,
  • 100 ml oleju z pestek winogron, 
  • 2 kostki czekolady,
  • ok. 1/2 szklanki ksylitolu. 


  1. Suche składniki mieszamy ze sobą (mąki, mak, proszek, soda, ksylitol).
  2. Olej mieszamy z bananem, oraz sokiem z cytryny.
  3. Łączymy mąki, oraz składniki mokre. 
  4. Dodajemy do ciasta, pokruszone orzechy. Zostawiamy kilka do posypania na wierzchu. 
  5. Ciasto przekładamy do keksówki, wyłożonej papierem do pieczenia (wym. 30 cm), posypujemy orzechami i startą czekoladą. 
  6. Pieczemy przez ok. 55-60 minut, w temperaturze 180 stopni. 

Ludzie często, z pogardą patrzą na czarnego, poszarpanego zębem czasu, banana. Mam świadomość tego, że nie wygląda on zbyt apetycznie, ale gdy wciśniemy go w powyższe ciasto, będziemy piszczeć z zachwytu. Myślę, że zachwalanie ciasta bananowego, mija się z celem. Powiem krótko: Jest PRZEPYSZNE ! Dzień dobry. Miłego i smacznego dnia życzę :) 

poniedziałek, 28 listopada 2016

SUSHI Z KASZĄ GRYCZANĄ I BURAKIEM

W trakcie przygotowywania przepisów do książki, bardzo często zdarza się tak, że na blacie kuchennym zostają "resztki", których grzechem by było nie wykorzystać. W przypadku buraka, który poza śladami na moich dłoniach, pozostawił też niezły bałagan na blacie kuchennym, długo się zastanawiałem co z niego przyrządzić. Nie chciałem po raz steny, kulać buraczanych klopsów. Moje plany, nie obejmowały też, żadnego ciasta z dodatkiem krwisto czerwonego warzywa. Nie miałem żadnej koncepcji. Desperacko, wyrzucałem wszystkie produkty z szuflad i próbowałem to skleić w jedno danie, ale nic nie przychodziło mi do głowy. Z pewną dozą niepewności, nie posiadając żadnej wizji, wrzuciłem do garnka kaszę gryczaną, która z burakiem żyje w bardzo dobrych relacjach. Postawiłem wszystko na jedną kartę, w myślach powtarzając "co ma być to będzie". Ubrany w lekkie niezadowolenie, karmiłem się wizją buraczanej papki, która rozjeżdża się po talerzu jak kulinarny przegląd tygodnia, wrzucony do jednego gara. Musiałem kombinować dalej. Olśnienie przyszło, gdy wsadziłem dłoń do szuflady i wyszperałem z niej płaty nori. Choć wiedziałem, że kasza może nie podjąć współpracy, postanowiłem zrobić wiejską wersję sushi. Namęczyłem się odrobinę przy zwijaniu, puściłem też kilka soczystych sloganów, ale efekt podkręcony ostrym chrzanem, rzucił mnie na kolana. 


  • 1 szklanka pure buraczanego,
  • 100 g suchej kaszy gryczanej,
  • 2 ząbki czosnku,
  • 1 cebula dymka,
  • 1/2 małej papryki czerwonej,
  • pieprz,
  • sól,
  • ogórek zielony,
  • 4 łyżki chrzanu ostrego,
  • 6 płatów nori,
  • kiełki jarmużu,

  1. Buraki zawijamy w folię aluminiową, wkładamy do piekarnika i przez ok. 50 minut, pieczemy w temperaturze 180 stopni. 
  2. Kaszę gotujemy zgodnie z instrukcją na opakowaniu
  3. Miksujemy buraki, tworząc pure buraczane. 
  4. Dodajemy do pure czosnek, cebulę, oraz przyprawy i mieszamy z kaszą. Żeby masa była bardziej klejąca, można kaszę kilka razy potraktować blenderem ręcznym. 
  5. Na płaty nori nakładamy buraki z kaszą, pociętą w słupki paprykę, oraz ogórka. Zanim jednak położymy warzywa, nakładamy warstwę chrzanu. 
  6. Zawijamy w rulon, z wykorzystaniem maty bambusowej,
  7. Kroimy na mniejsze kawałki. 

Potrawa ta ze sushi ma tyle wspólnego, co Gagarin z andaluzyjskim psem. Niemniej jednak,  tak się rozsmakowałem w tym daniu, że zanim się spostrzegłem, półmisek świecił pustkami. Teraz, jedyne co mogę zrobić, to karmienie swoich oczu zdjęciami. Życzę udanego dnia, oraz smacznego :)