piątek, 24 lutego 2017

WARZYWNA ZUPA Z RESZTEK

Wiedziałem, że muszę wyjść na zakupy, ale na myśl o tłumach ludzi galopujących pomiędzy regałami i awanturujących się przy kasach, dostawałem białej gorączki. Poprzedniego dnia robiłem "risercz" w szafkach i nie zauważyłem nic, co by rzuciło mnie na kolana i bez użycia siły przyciągnęło do garów. Wizja przeciskania się pomiędzy wycieczkami sklepowymi wisiała mi nad głową i budowała coraz większą niechęć. Nie liczyłem na żaden cud ani na radosne objawienie, ale postanowiłem jeszcze raz zerknąć do kosza z warzywami i do lodówki. W myślach obiecałem sobie, że zrobię wszystko, by pozostać w domu. Choćbym miał ugotować danie z tynku i kurzu, nie ruszę się z czterech ścian. Nachyliłem się przy miejscu, gdzie zazwyczaj leżakują soczyste korzenie i zagłębiłem się w niewidoczną dla mnie otchłań (nie mieszkam w Mordorze, ciemno już było). Po kilku sekundach mieszania pod palcami wyczułem jakiś kształt. W obawie przed utratą kontaktu energicznym ruchem wyciągnąłem rzecz na zewnątrz i moim oczom ukazała się Marchew. Szczerze mówiąc, nie wyglądała zbyt atrakcyjnie, ale na bezrybiu i rak ryba. Zachęcony znaleziskiem, ponownie zamieszałem i już po chwili w moich dłoniach siedziała Pani Pietruszka, która wyglądała, jakby zmęczył ją tygodniowy melanż alkoholowy. Była jakaś dziwnie blada i niewyraźna. Entuzjastycznie zacząłem wyciągać kolejne elementy swej kulinarnej układanki i po chwili, miałem cały blat warzyw. Co prawda nie prezentowały się one, tak jak powinny, ale nie miałem serca, by skazać. W jednym momencie poczułem się jak krzyżówka MacGyvera i Adama Słodowego. Kreatywny strzał ubrany w uśmiech spłynął po mojej twarzy.


  • 1 por,
  • 2 marchewki,
  • 1 pietruszka,
  • 1/4 selera,
  • 2 ziemniaki,
  • 1/2 brokuła,
  • 4 gałązki jarmużu, 
  • 4 ząbki czosnku,
  • 3 łyżki soku z cytryny,
  • 1 l bulionu warzywnego,
  • papryka ostra, 
  • papryka wędzona, 
  • 2 łyżki mleczka koksowego lub jogurtu sojowego,
  • pieprz, sól,
  • olej kokosowy. 
  1. W garnku podsmażamy posiekany por. 
  2. Dorzucamy do niego pokrojoną pietruchę, marchewkę oraz seler. Nie musimy się starać w trakcie krojenia, gdyż na końcu zostanie wszystko zmiksowane. 
  3. Po kilku minutach dorzucamy ziemniaki i po kilku minutach podsmażania zalewamy wszystko gorącym bulionem.  Doprawiamy papryką, pieprzem, solą. 
  4. Gdy warzywa lekko zmiękną, dorzucamy brokuła i jarmuż. 
  5. Gdy brokuł będzie miękki, miksujemy wszystko i dodajemy sok z cytryny. 
  6. Zupę posypujemy pieprzem, papryką oraz dodajemy łyżkę jogurtu lub mleczka kokosowego. Opcjonalnie można dorzucić uprażone wcześniej ziarna słonecznika. 

Niekiedy warto jest zrezygnować z zakupów i przeczesać pojemniki z warzywami. Zupa wyszła przepyszna, pożywna i .... bardzo dobra była ;) Życzę Wszystkim udanego dnia, oraz smacznego :) 

środa, 22 lutego 2017

RIGATONI Z SOSEM CURRY I WĘDZONYM TOFU

Po przyjściu z pracy byłem tak wyczerpany, że nie miałem siły, by ściągnąć buty czy zrzucić z siebie przemoczoną kurtkę. Padłem na łóżko i nie kontrolując podróży górnej powieki w kierunku dolnej, dałem się przygarnąć przez ramię Morfeusza. Odpłynąłem w najprzyjemniejszy ze znanych mi sposobów, nie tracąc kontaktu z rzeczywistością. Czułem jak moje ciało, ogarnia błogi sen. Lekkość, z jaką przemieszczałem się w myślach, sprawiała że na moich ustach malował się uśmiech, jak przy potężnej porcji jaglanego tiramisu. Potrzebowałem tego, jak moherowa aktywistka, nowych marketowych promocji. Nie wiem, ile czasu poświęciłem na integrację z miękkością łóżka i myślową ekstazę. Chciałem spać szybko, bo wiedziałem, że ta chwila choć jest, za chwilę może się przerwać jak pajęcza nić przy świątecznym sprzątaniu. Nie pomyliłem się. Nagle coś gruchnęło, stuknęło, a od strony kuchni zaczął dobiegać dźwięk dziwnego szurania. Sen, którym tak się cieszyłem, choć jeszcze się do końca nie rozwinął, nagle się urwał jak hejnał z Wieży Mariackiej. Nie czekałem na rozwój wydarzeń i pognałem do kuchni, sprawdzić co się dzieje. Zanim dotarłem do źródła hałasu, potknąłem się o wytaczającą się z pomieszczenia puszkę. Przy akompaniamencie siarczystego "Ku*wa mać" gruchnąłem o ziemię. Nie chciałem się podnosić. Na przekór temu, co się działo, zamierzałem poleżeć na złość sobie i turlającym się obok mego ucha konserw. W takich chwilach targają mną jednak podwyższone stany emocjonalne, wypychane przez świdrujący głód. Wstałem, ugotowałem, zjadłem.


  • 2 cebule,
  • 1 puszka pomidorów,
  • 1/2 puszki zielonego groszku,
  • 1/2 puszki kukurydzy,
  • 3 ząbki czosnku,
  • 2 łyżki soku z cytryny,
  • 1 łyżeczka pasty sambal oelek,
  • 2 kopiaste łyżki stałej części mleczka kokosowego,
  • 1 łyżka curry,
  • 1/2 łyżeczki cynamonu,
  • 1/2 łyżeczki imbiru,
  • szczypta kminu rzymskiego,
  • płaska łyżeczka kurkumy,
  • szczypta ostrej papryki,
  • pieprz,
  • sól,
  • 1 kostka tofu wędzonego,
  • opakowanie makaronu rigatoni,
  • olej kokosowy,



  1. Makaron gotujemy al dente.
  2. Cebulę podsmażamy na rozgrzanym oleju kokosowym.
  3. Gdy cebula się zeszkli, dodajemy pomidory z puszki.
  4. W chwili gdy pomidory się przesmażą, dodajemy groszek, kukurydzę i czosnek. Dusimy przez około 5 minut na małym ogniu. Doprawiamy
  5. Dokładamy do całości tofu pokrojone w kostkę i mieszamy z pozostałymi składnikami.
  6. Dodajemy mleczko koksowe, mieszamy i dusimy przez około minutę. Po tym czasie dodajemy sok z cytryny, mieszamy i przekładamy do garnka z ugotowanym makaronem. Mieszamy.
  7. Podajemy z zielonym akcentem. Wskazana jest pietruszka, kolendra...a ja akurat miałem szczypior. 

Idealna propozycja dla tych, którzy nie chcą spędzać w kuchni kilku godzin i są bardzo głodni. Ten makaron zamierzam zaserwować przed sobotnim biegiem :) Życzę udanego dnia i smacznego :)

niedziela, 19 lutego 2017

BATONY Z GRYKI EKSPANDOWANEJ

Choć to, co za chwilę napiszę, nie będzie zbyt odkrywcze, muszę to powiedzieć: Jest wieczór i jest niedziela. Większość z Was zapewne już chodzi nabuzowana poniedziałkową niechęcią i układa poranną wiązankę góralską. Zamiast cieszyć się przepięknym wieczorem, który powoli wchodzi wiosenny klimat, zastanawiacie się, kto Was jutro jeszcze bardziej wkurzy. Jeszcze nic się nie wydarzyło, a wy już zaprwne wyżywacie się na partnerze, na psie, który ostatnio zjadł Ci ulubioną parę butów, albo na szefie, któremu nie zdarzyło się uśmiechnąć w pracy. Skoro u mnie jest tak wesoło i pozytywnie, skąd wiem o takich niedzielnych akcjach? Przez 3/4 swojego życia uskuteczniałem taki pesymistyczny masochizm. Za każdym razem, kiedy zbliżał się poniedziałek, w głowie rozpoczynał się negatywny galop, który zamiast ładowania energią, odbierał mi ją, zanim rozpoczął się tydzień. To nie jest tak, że jaram się każdym poniedziałkiem i skocznym krokiem zmierzam do pracy. Postanowiłem jednak nie narzekać i staram się wykreować swój poranek. Od czego zazwyczaj zaczynamy dzień? Od śniadania i kawy. Wiedząc, co będzie czekać na mnie rano w kuchni, zasypiam z uśmiechem tak wielkim, że wystaje poza ramy łóżka. Kocham niedzielę, poniedziałek i każdy inny dzień. Kocham smacznie rozpoczynać dzień. 


  • 1 i 1/2 szklanki gryki ekspandowanej,
  • 2 kopiaste łyżki stałej części mleczka kokosowego,
  • 2 gorzkie czekolady,
  • 1/2 szklanki słonecznika,
  • 1/2 szklanki pestek dyni,
  • 1/2 szklanki orzechów nerkowca,
  • 2 łyżki masła orzechowego.



  1. Grykę wsypujemy do miski,
  2. Orzechy rozdrabniamy.
  3. Dorzucamy do miski orzechy, pestki dyni oraz słonecznik.
  4. W garnku podgrzewamy mleczko kokosowe z pokruszoną czekoladą. Gdy czekolada się rozpuści wlewamy zawartość garnka do miski. 
  5. Dorzucamy masło orzechowe i wszystko mieszamy.
  6. Jeśli stwierdzisz, że masa jest za mało słodka, możesz użyć syropu daktylowego. 
  7. Masę przekładamy na blachę (20x25 cm) wyłozoną papierem. Dokładnie ją rozprowadzamy i odstawiamy do lodówki na około godzinę. Po wyciągnięciu batony kroimy i zachwycamy się smakiem. 


Szybka, bardzo przyjemna przekąska, która na pewno zadowoli niejednego łasucha ;)

czwartek, 16 lutego 2017

FRITTATA ZE SZPINAKIEM, SUSZONYMI POMIDORAMI I ORZECHAMI

Myślałem, że po napisaniu książki nieco odpocznę w biegu i będę miał więcej czasu, by zrelaksować się w kuchni. Niestety tak jak większość śmiertelników, muszę zasuwać na etacie, gdzie praca ostatnio zabiera mi mnóstwo popołudniowego czasu i sam już nie wiem, czy bardziej tęsknię za bieganiem, czy za gotowaniem. Wyobraźcie sobie zabsorbowanego pracą człowieka, który umila sobie czas rozmyślaniem o jedzeniu i bieganiu. Muszę uważać, by współpracownicy nie widzieli, jak ocieram ślinotok, chusteczką z tęsknoty za wybieganymi kilometrami. Przychodzi jednak taki moment, że nie wytrzymuje i wpadając do domu, chwytam wszystko, co znajduje się w zasięgu mojego wzroku. Przez kwadrans w kuchni wygląda, jakby ktoś wrzucił petardę do sklepu spożywczego, a w epicentrum tej zadymy uwijam się ja, jak wiejski wodzirej. Dziś w tym szaleńczym amoku, nawet nie zdążyłem ściągnąć kurtki, a plecak był w połowie drogi na podłogę, gdy na patelni wylądował poniżej zaprezentowany placek. Uwielbiam takie spontany. Wyraziste, szybkie i smaczne.

wtorek, 7 lutego 2017

PIZZA Z KLOPSEM

Rzecz miała miejsce tego samego dnia, kiedy choroba próbowała mnie zatrzymać w łóżku, a ambicja wyrywała mnie do kuchni. No może odrobinę popłynąłem z tematem i prawda jest taka, że najzwyczajniej w świecie byłem głodny. Po nieudanych próbach ustalenia menu i po cudownym oświeceniu przez marynowane warzywa popełniłem całą masę klopsów, które jak Kopiec Kościuszki pięły się w stronę sufitu. Niezaprzeczalnym jest fakt, że byłem w transie i skoro byłem już tak nakręcony, postanowiłem przyrządzić też deser. Niebawem zbliża się tłusty czwartek, więc zamiast robić tłuszczem ociekające pączki, nafaszerowałem drożdżowe buły powidłami. Słodki popychacz był już gotowy. Widok zza blatu był coraz bardziej mizerny, bo naprzeciwko klopsów, zaczęła rosnąc góra bułek. Wiedziałem, że jeśli się nie opamiętam, będę musiał upychać ten prowiant co najmniej do środy. Postanowiłem nieco oszukać swoje spojrzenie i zrezygnowałem z budowy kolejnej góry. Jeśli chodzi o ciasto pszenne, dysponuję niewyczerpaną kopalnią pomysłów, a jej największym skarbem jest pieczony placek zwany pizzą. Zanim w mojej głowie rozwinęła się myśl o zawartości placka, na stole już się kręcił glutenowy krążek, ociekający pomidorowym sosem.

poniedziałek, 6 lutego 2017

KLOPSY Z MARYNOWANĄ PAPRYKĄ I OGÓRKAMI

Choć przeziębienie nie odpuszcza, nie potrafię spędzić drugiego dnia bezczynnie w łóżku. Zdaje sobie sprawę, że czasem trzeba zwolnić, wypocząć i się zregenerować, ale tak jak odpoczywam w biegu, tak leżakowanie budzi we mnie skrajnie złe emocje. O świcie w niedzielny poranek przyjmuję na łóżku pozycję siedzącą i akompaniamencie pokasływania i pociągania nosem, próbuję ustalić plan działania. Na chusteczce, której jeszcze nie zdążyłem przyłożyć do nosa, tępym ołówkiem próbuję wypisać wszystkie produkty, które będą mi potrzebne do przygotowania obiadu. Nie mając jednak żadnego planu, ciężko jest zrobić listę zakupową. Nie wiem, czy ból, który próbuje rozsadzić mi głowę, spowodowany jest intensywnością myślenia, czy może powraca temperatura. Czuje się jak po trzydniowym melanżu alkoholowym. Połączenie chusteczki i ołówka okazuje się kiepskim rozwiązaniem. Po kilku próbach namazania czegokolwiek chusteczka ma więcej dziur niż durszlak i nie nadaje się już do niczego. Ze skraju łóżka, na którym siedzę, nie jestem w stanie przebrnąć przez ten logistyczny mętlik, dlatego postanawiam zawisnąć na drzwiach lodówki. Tutaj sytuacja staje się przejrzysta jak oceaniczna woda na Malediwach. Z górnej półki zerkają na mnie papryka i ogórek, które towarzyszyły mi przy ostatnim gotowaniu. Z racji tego, że ten akcent bardzo mi przypasował, postanowiłem jeszcze chwilę przy nim pozostać.

środa, 1 lutego 2017

SER Z MARYNOWANYMI WARZYWAMI


W związku z tym, że dzisiaj nic nie wstawiłem, a jutrzejszy dzień spędzę za kółkiem, postanowiłem zmienić nieco porę dodania postu. Podejrzewam, że osoby, które jeszcze nie zasnęły i szukają szczęścia na twarzoksiążce, mogą być lekko poirytowane faktem wstawiania jedzenia o tej porze. Musiałem jednak znaleźć jakiś kompromis, rozwiązanie tej niezbyt komfortowej sytuacji i postanowiłem uzewnętrznić się przed snem.
Skąd pomysł na taki blok serowy? Większość osób, które decydują się przejść na dietę roślinną najbardziej tęskni za serem. Temat pizzy z ciągnącym się serem już rozwiązaliśmy, ale utwardzony żółty ser nadal jest rzadkością. Oczywiście można by się skupić na gotowych produktach, ale te zazwyczaj smakują jak karton posmarowany tłuszczem. Wychodzę więc naprzeciw zapotrzebowaniu na wypełniacze kanapek i utwardziłem ten przecudowny marchewkowo-ziemniaczany ser. Ubarwiłem go nieco marynowanymi warzywami, co nie ukrywam, było najlepszym posunięciem. Rozpływam się w trakcie jedzenia kanapek.